2 Drzewo Wiedzy

Przedstawiciele homo sapiens zamieszkuj?cy Afryk? Wschodni? przed 100 tysi?cami lat mieli tak? sam? jak my budow? anatomiczn?, a ich m?zgi kszta?tem i rozmiarami odpowiada?y naszym. Ale czy pos?ugiwali si? mow? i my?leli tak jak my? Pewne poszlaki dobitnie wskazuj?, ?e nie. Tamci homo sapiens nie wytwarzali szczeg?lnie wymy?lnych narz?dzi, nie zanotowali jakich? wybitnych osi?gni?? ani nie zdobyli wyra?niejszej przewagi nad innymi gatunkami cz?owieka. Na dobr? spraw?, kiedy oko?o 100 tysi?cy lat temu zaw?drowali do Lewantu – b?d?cego w?wczas terytorium neandertalczyka – nie zdo?ali zapewni? sobie wysokiej pozycji. Na przeszkodzie mogli im stan?? nieprzychylni tubylcy, niego?cinny klimat b?d? nieznane im dot?d rodzime paso?yty. Jakakolwiek sta?a za tym przyczyna, homo sapiens ostatecznie wycofali si?, a neandertalczycy pozostali panami Bliskiego Wschodu.

Tak skromna lista osi?gni?? wskazuje, ?e m?zgi tych homo sapiens pod wzgl?dem budowy wewn?trznej przypuszczalnie r??ni?y si? od naszych. Wygl?dali tak jak my, ale ich zdolno?ci poznawcze – uczenie si?, zapami?tywanie, komunikowanie – by?y daleko bardziej ograniczone. Pr?by nauczenia tych pradawnych ludzi j?zyka angielskiego, wpojenia im dogmat?w chrze?cija?stwa albo wyja?nienia teorii ewolucji by?yby skazane na niepowodzenie. Z drugiej strony, nam te? trudno przysz?oby nauczy? si? ich systemu porozumiewania si? i sposobu my?lenia.

Wtedy jednak, mi?dzy 70 a 30 tysi?cami lat temu, homo sapiens zacz?? zdobywa? nieprzeci?tne umiej?tno?ci. Oko?o 70 tysi?cy lat temu grupy homo sapiens po raz drugi wyw?drowa?y z Afryki. Tym razem nie tylko wypar?y z Bliskiego Wschodu neandertalczyk?w i przedstawicieli innych gatunk?w cz?owieka, ale w zasadzie star?y ich z powierzchni Ziemi. W zdumiewaj?co kr?tkim czasie przedstawiciele homo sapiens dotarli do Europy i Azji Wschodniej. Mniej wi?cej 45 tysi?cy lat temu jakim? sposobem przemierzyli otwarte morza i wyl?dowali w Australii – kontynencie dot?d nietkni?tym ludzk? stop?. Wynale?li ?odzie, lampy oliwne, ?uki, strza?y i ig?y (nieodzowne do szycia ciep?ego okrycia). Z tego w?a?nie okresu pochodz? pierwsze przedmioty, kt?re w wiarygodny spos?b mo?na zaliczy? do sztuki i bi?uterii, podobnie jak pierwsze bezsporne dowody istnienia religii, handlu i uwarstwienia spo?ecznego.

Wi?kszo?? badaczy jest przekonana, ?e te niemaj?ce dot?d precedensu osi?gni?cia by?y nast?pstwem rewolucyjnych zmian, jakie dokona?y si? w zdolno?ciach poznawczych homo sapiens. Ludzie, kt?rzy przyczynili si? do wymarcia neandertalczyk?w, zasiedlili Australi? i wyrze?bili cz?owieka-lwa z jaskini Hohlenstein-Stadel, my?leli ju? i pos?ugiwali si? j?zykiem w taki sam spos?b jak my. Gdyby?my spotkali artyst?w z jaskini Hohlenstein-Stadel, byliby?my w stanie nauczy? si? ich j?zyka, a oni naszego. Zdo?aliby?my r?wnie? obja?ni? im wszystko, co wiemy – od przyg?d Alicji w Krainie Czar?w po paradoksy fizyki kwantowej – oni za? byliby zdolni wtajemniczy? nas w sw?j obraz ?wiata.

Pojawienie si? mi?dzy 70 a 30 tysi?cami lat temu nowych sposob?w my?lenia i wzajemnego porozumiewania okre?lane jest mianem rewolucji poznawczej. Co j? wywo?a?o? Nie mamy w tej kwestii pewno?ci. Najbardziej popularna teoria g?osi, ?e przypadkowe mutacje genetyczne spowodowa?y zmiany w „okablowaniu” m?zgu homo sapiens, umo?liwiaj?c im rozwijanie nieznanych dot?d sposob?w my?lenia i wzajemnego porozumiewania si? za pomoc? zupe?nie nowego rodzaju j?zyka. Mo?na by to nazwa? mutacj? Drzewa Wiedzy. Dlaczego wyst?pi?a ona w DNA homo sapiens, a nie neandertalczyk?w? Wed?ug wszelkiego prawdopodobie?stwa ca?kiem przypadkowo. Wa?niejsze jednak jest zrozumienie nie tyle przyczyn mutacji Drzewa Wiedzy, ile jej nast?pstw. Co by?o takiego wyj?tkowego w nowym j?zyku homo sapiens, ?e pozwoli? nam podbi? ?wiat?

Nie by? to pierwszy spos?b komunikowania si?. Ka?de zwierz? posiada umiej?tno?? porozumiewania si?. Nawet owady, jak pszczo?y i mr?wki, potrafi? informowa? si? o miejscach wyst?powania pokarmu. Nie by? to te? pierwszy system komunikowania si? za pomoc? d?wi?k?w. Wiele zwierz?t, w tym wszystkie gatunki ma?p cz?ekokszta?tnych i ma?p, pos?uguje si? sygna?ami wokalnymi. Tak na przyk?ad koczkodany zielone ostrzegaj? si? przed niebezpiecze?stwem za pomoc? rozmaitych sygna??w g?osowych. Zoolodzy zdo?ali odczyta? jedno z takich zawo?a? jako „Uwaga, orze?!”, inny za? jako „Uwaga, lew!”. Gdy badacze odtworzyli grupie ma?p nagranie pierwszego zawo?ania, zwierz?ta zastyga?y w bezruchu i z przera?eniem podnosi?y g?owy. Kiedy ta sama grupa zwierz?t us?ysza?a nagranie drugiego sygna?u g?osowego, czyli ostrze?enie przed lwami, czym pr?dzej wdrapywa?a si? na drzewo. Homo sapiens potrafi wydawa? znacznie wi?cej wyra?nych d?wi?k?w ni? koczkodany zielone, aczkolwiek r?wnie imponuj?cymi zdolno?ciami obdarzone s? wieloryby i s?onie. Papugi potrafi? na?ladowa? wszystkie produkowane przez nas d?wi?ki, a tak?e niezliczone mn?stwo innych, takich jak dzwonek telefonu, trza?ni?cie drzwi czy wycie syren. Co zatem jest takiego wyj?tkowego w naszym j?zyku?

F 32

4. Figurka z ko?ci s?oniowej przedstawiaj?ca „cz?owieka-lwa” (albo „lwi? dam?”), jaskinia Hohlenstein-Stadel w Niemczech (ok. 32 tys. lat temu). Figurk? tworz? ludzki korpus i g?owa lwa. To jeden z pierwszych po?wiadczonych ponad wszelk? w?tpliwo?? przyk?ad?w dzie?a sztuki, a przypuszczalnie tak?e obiektu kultowego, oraz w?a?ciwej ludzkiemu umys?owi zdolno?ci wyobra?ania sobie rzeczy, kt?re obiektywnie nie istniej?.

Najcz??ciej przytaczana odpowied? brzmi, ?e nasz j?zyk jest zdumiewaj?co elastyczny. Potrafimy zestawia? ze sob? ograniczon? liczb? d?wi?k?w i znak?w, by budowa? niesko?czon? liczb? zda?, z kt?rych ka?de ma odr?bne znaczenie. W ten spos?b jeste?my w stanie przyswaja?, przechowywa? i komunikowa? ogromne ilo?ci informacji o otaczaj?cym nas ?wiecie. Koczkodan zielony potrafi zawo?a? do swoich pobratymc?w „Uwaga, lew!”, lecz wsp??czesny cz?owiek jest w stanie opowiedzie? swoim towarzyszom, ?e dzi? rano opodal zakola rzeki zobaczy? lwa podchodz?cego stado bizon?w, a nast?pnie szczeg??owo opisa? miejsce zdarzenia i prowadz?ce do niego ?cie?ki. Dzi?ki tym informacjom jego grupa mo?e naradzi? si? i zdecydowa?, czy warto uda? si? nad rzek?, by przep?dzi? lwy i urz?dzi? polowanie na ?ubry.

Druga teoria podziela pogl?d, ?e nasz wyj?tkowy j?zyk wyewoluowa? jako metoda dzielenia si? informacjami o ?wiecie. Ale najwa?niejsze informacje, jakie nale?a?o przekazywa?, odnosi?y si? nie do lw?w i bizon?w, ale do ludzi. Nasz j?zyk wykszta?ci? si? niejako przy okazji plotkowania. Homo sapiens to zwierz? spo?eczne. Wsp??praca spo?eczna to nasz spos?b na przetrwanie i rozmna?anie si?. Nie wystarczy, by poszczeg?lni m??czy?ni i kobiety znali miejsce przebywania lw?w i bizon?w. Du?o wa?niejsze jest wiedzie?, kto kogo w danej grupie nienawidzi, kto z kim sypia, kto jest prawdom?wny, a kto lubi k?ama?.

Ilo?? informacji, jakie jednostka musi pozyska? i przyswoi?, by by? w stanie ?ledzi? stale zmieniaj?ce si? relacje ??cz?ce kilkadziesi?t os?b, jest zadziwiaj?ca (w grupie pi??dziesi?cioosobowej wyst?puje 1225 relacji indywidualnych oraz niezliczona liczba z?o?onych kombinacji spo?ecznych). Wszystkie ma?py cz?ekokszta?tne wykazuj? ?ywe zainteresowanie informacjami spo?ecznymi tego rodzaju, lecz maj? problemy ze skutecznym plotkowaniem. Neandertalczykom i archaicznym homo sapiens zapewne tak?e z trudem przychodzi?o szeptanie po k?tach – ciesz?ca si? z?? s?aw? umiej?tno??, kt?ra w istocie jest niezb?dnym warunkiem zaistnienia wsp??pracy du?ej liczby os?b. Nowe umiej?tno?ci j?zykowe, jakie homo sapiens naby? mniej wi?cej przed 70 tysi?cami lat, pozwala?y mu na oddawanie si? plotkom przez d?ugie godziny. Dzi?ki wiarygodnym informacjom co do tego, komu mo?na zaufa?, skromne liczebnie grupy mog?y si? rozrasta?, a homo sapiens zdo?a? wypracowa? ?ci?lejsze i bardziej wyrafinowane rodzaje wsp??pracy2.

Teoria plotki mo?e wydawa? si? ?artem, ale znajduje potwierdzenie w licznych badaniach. Nawet dzi? przewa?aj?ca cz??? komunikacji mi?dzyludzkiej – jak cho?by e-maile, rozmowy telefoniczne czy artyku?y prasowe – to plotka. Przychodzi nam ona tak naturalnie, ?e mo?na odnie?? wra?enie, ?e j?zyk wyewoluowa? w?a?nie w tym celu. Czy profesorowie historii gaw?dz? przy lunchu o przyczynach I wojny ?wiatowej albo czy fizycy nuklearni goszcz?cy na konferencjach naukowych po?wi?caj? przerwy na kaw? na pogadanki o kwarkach? Okazjonalnie. Cz??ciej jednak plotkuj? o profesor, kt?ra przy?apa?a m??a na zdradzie, o sporze mi?dzy kierownikiem katedry a dziekanem, o pog?oskach o tym, ?e kolega z pracy za ?rodki na badania kupi? sobie lexusa. Roznosiciele plotek to prekursorzy czwartej w?adzy, czyli dziennikarstwa, kt?re informuje i chroni spo?ecze?stwo przed oszustwami i aferzystami.

***

Wszystko wskazuje na to, ?e teoria plotki i teoria „lwa w pobli?u rzeki” pokrywaj? si?. Niemniej jednak prawdziwie niepowtarzaln? cech? naszego j?zyka nie jest jego zdolno?? do pe?nienia funkcji no?nika informacji o ludziach i lwach. Jest ni? raczej jego umiej?tno?? przekazywania informacji o rzeczach, kt?re w og?le nie istniej?. Wed?ug obecnego stanu wiedzy tylko przedstawiciele homo sapiens potrafi? rozmawia? o hipotetycznych i kontrfaktycznych mo?liwo?ciach oraz opowiada? wyssane z palca historie.

Legendy, mity, bogowie i religie pojawi?y si? wraz z rewolucj? poznawcz?. Przedtem powiedzie? „Uwaga, lew!” potrafi?o wiele zwierz?t i gatunk?w cz?owieka. Za spraw? rewolucji poznawczej homo sapiens potrafi? ju? oznajmi?: „Lew jest duchem opieku?czym naszego szczepu”. Ta umiej?tno?? m?wienia o zjawiskach nieistniej?cych materialnie jest niepowtarzaln? cech? j?zyka homo sapiens.

Stosunkowo ?atwo zgodzi? si?, ?e tylko homo sapiens potrafi m?wi? o fikcyjnych stanach rzeczy i wierzy? w zjawiska, kt?re nie mog? si? urzeczywistni?. Ma?py nie spos?b przekona?, by da?a nam banana, obiecuj?c jej, ?e po ?mierci w ma?pim niebie otrzyma niesko?czone mn?stwo banan?w. Ale dlaczego ten operuj?cy fikcj? j?zyk jest tak wa?ny? Przecie? fikcja mo?e by? niebezpiecznie zwodnicza b?d? rozpraszaj?ca. S?uchanie fantastycznych legend b?d? interesowanie si? jednoro?cami i anio?ami wydaje si? strat? czasu, czasu, kt?ry lepiej by by?o przeznaczy? na poszukiwanie jedzenia, toczenie walk, prokreacj?. Czy nabijanie sobie g?owy zmy?leniami nie czyni nas mniej zdolnymi do radzenia sobie ze ?wiatem realnym?

?w fikcjotw?rczy j?zyk umo?liwi? nam wszak nie tylko przedstawianie sobie rzeczy nieistniej?cych, ale te? robienie tego z b i o r o w o. Potrafimy snu? wsp?lne mity w rodzaju biblijnej opowie?ci o stworzeniu ?wiata, aboryge?skich legend o epoce snu czy nacjonalistycznych mit?w nowo?ytnych pa?stw. Mity te daj? homo sapiens nieznan? wcze?niej umiej?tno?? elastycznej wsp??pracy w ramach wielkich liczebnie zbiorowo?ci. Mr?wki i pszczo?y potrafi? wsp??dzia?a? w wymiarze zbiorowym, ale odbywa si? to w spos?b sztywny i wy??cznie w gronie osobnik?w blisko ze sob? spokrewnionych. Wilki i szympansy kooperuj? daleko bardziej elastycznie ni? mr?wki, ale tylko z osobnikami, z kt?rymi ??cz? je za?y?e wi?zi. Przedstawiciele homo sapiens potrafi? ze sob? wsp??pracowa? z daleko posuni?t? elastyczno?ci? i z niezliczon? liczb? nieznajomych. To dzi?ki temu cz?owiek rozumny panuje nad ?wiatem, podczas gdy mr?wki jedz? resztki z naszych sto??w, a szympansy siedz? zamkni?te w ogrodach zoologicznych i laboratoriach.

Legenda o Peugeocie

Spokrewnione z nami szympansy na og?? ?yj? w niewielkich gromadach sk?adaj?cych si? z kilkudziesi?ciu osobnik?w. Zawi?zuj? mi?dzy sob? za?y?e przyja?nie, rami? w rami? poluj? oraz walcz? z pawianami, gepardami i wrogimi szympansami. Ich struktura spo?eczna wykazuje tendencj? do hierarchiczno?ci. Osobnik dominuj?cy, zazwyczaj p?ci m?skiej, okre?lany jest mianem „samca alfa”. Pozosta?e samce i samice okazuj? mu pos?usze?stwo, pochylaj?c przed nim g?owy i wydaj?c chrz?kni?cia, ca?kiem podobnie do poddanych k?aniaj?cych si? w pas przed obliczem kr?la. Samiec alfa stara si? utrzymywa? w swojej gromadzie harmoni? spo?eczn?. Gdy dw?ch osobnik?w wdaje si? w konflikt, ten interweniuje i powstrzymuje przemoc. Z drugiej strony, potrafi te? monopolizowa? najbardziej warto?ciowe pokarmy i uniemo?liwia? innym ni?ej stoj?cym samcom odbywanie stosunk?w p?ciowych z samicami.

Gdy dw?ch samc?w rywalizuje o pozycj? osobnika alfa, na og?? zawi?zuj? w swoich grupach rozleg?e koalicje zwolennik?w, zar?wno p?ci m?skiej, jak i ?e?skiej. Wi?zi ??cz?ce cz?onk?w koalicji opieraj? si? na codziennych za?y?ych kontaktach – przytulaniu, dotykaniu, ca?owaniu, iskaniu i wzajemnej pomocy. Samiec alfa z regu?y zdobywa swoj? pozycj? nie dzi?ki temu, ?e jest silniejszy fizycznie, ale dlatego, ?e stoi na czele du?ej liczebnie i stabilnej koalicji.

Rozmiar grup, jakie w taki spos?b mo?na formowa? i utrzymywa?, jest ?ci?le ograniczony. Aby funkcjonowa?, wszyscy cz?onkowie grupy musz? pozostawa? ze sob? w poufa?ych stosunkach. Dwa szympansy, kt?re przedtem si? nie spotka?y, nigdy rami? w rami? nie walczy?y i wzajemnie si? nie iska?y, nie b?d? wiedzie?, czy mog? sobie ufa?, czy warto sobie pomaga? i kt?ry z nich stoi wy?ej w hierarchii. Wraz ze wzrostem liczebno?ci gromady porz?dek spo?eczny ulega destabilizacji, co niechybnie ko?czy si? roz?amem i od??czeniem si? od stada nowej grupy.

W warunkach naturalnych typowa gromada szympans?w sk?ada si? z 20–50 osobnik?w. Grupy o wi?kszych rozmiarach naznaczone s? niestabilno?ci? i tylko w kilku wypadkach zoolodzy zaobserwowali gromady licz?ce ponad 100 osobnik?w. Poszczeg?lne hordy rzadko ze sob? wsp??pracuj?, przewa?nie rywalizuj?c o terytoria i po?ywienie. Badacze udokumentowali toczone przez gromady d?ugotrwa?e wojny o charakterze „ludob?jczym”, w kt?rych jedna grupa szympans?w w spos?b planowy wymordowa?a wi?kszo?? cz?onk?w gromady s?siedniej3.

Podobne zachowania wyst?powa?y zapewne w ?yciu spo?ecznym pierwszych ludzi, w tym archaicznych form homo sapiens. Podobnie jak szympansy ludzie wykazuj? instynkt spo?eczny, kt?ry umo?liwia? naszym praprzodkom zawi?zywanie przyja?ni i ustalanie hierarchii oraz polowanie i walczenie w grupie. Jednak ?w instynkt, tak jak u szympans?w, przystosowany by? tylko do niewielkich grup spajanych intymnymi stosunkami. Kiedy horda rozrasta?a si? ponad miar?, jej porz?dek spo?eczny ulega? rozsadzeniu, a w gromadzie nast?powa? roz?am. Nawet je?li jaka? szczeg?lnie ?yzna dolina potrafi?a wy?ywi? 500 pierwotnych homo sapiens, tak du?a liczba nieznaj?cych si? osobnik?w nie by?a w stanie wsp?lnie ze sob? mieszka?. Jak mieli porozumie? si? co do tego, kto powinien by? przyw?dc?, kto i gdzie powinien polowa? lub kto z kim ma kopulowa??

Z nastaniem rewolucji poznawczej w formowaniu wi?kszych i stabilniejszych grup dopomaga?a homo sapiens plotka. Ale nawet plotka ma swoje granice. Badania socjologiczne wykaza?y, ?e maksymalny „naturalny” rozmiar grupy spajanej plotk? wynosi w przybli?eniu 150 osobnik?w. Wi?kszo?? ludzi nie jest w stanie dobrze pozna? wi?cej ni? 150 os?b ani plotkowa? o wi?cej ni? 150 istotach ludzkich.

Nawet dzi? pr?g krytyczny ludzkiej zdolno?ci organizacyjnej przypada gdzie? w okolicach tej liczby. Poni?ej tej granicy wsp?lnoty, przedsi?biorstwa, sieci spo?eczne i oddzia?y wojskowe mog? utrzymywa? swoj? zwarto?? g??wnie dzi?ki poufa?ej znajomo?ci i wymianie plotek. Do utrzymania ?adu nie potrzebuj? formalnych rang, tytu??w i uregulowa? prawnych4. Pluton w sile trzydziestu ?o?nierzy, a nawet stuosobowa kompania mo?e znakomicie funkcjonowa? przy znikomej dyscyplinie formalnej, utrzymuj?c bliskie wi?zi mi?dzyludzkie. Ciesz?cy si? szacunkiem sier?ant mo?e wyrosn?? na nieformalnego lidera i sprawowa? w?adz? zwierzchni? nawet nad oficerami. Niewielki rodzinny biznes potrafi ?wietnie prosperowa? bez rady nadzorczej, prezesa zarz?du czy dzia?u ksi?gowo?ci.

Kiedy jednak granica 150 osobnik?w zostaje przekroczona, taki mechanizm ju? nie dzia?a. Dywizj? wojska nie spos?b dowodzi? w taki sam spos?b, w jaki dowodzi si? plutonem. Dobrze funkcjonuj?ce rodzinne firmy przewa?nie popadaj? w kryzys wtedy, gdy notuj? wzrost i zwi?kszaj? zatrudnienie. Je?li nie potrafi? si? zreformowa?, bankrutuj?.

W jaki spos?b homo sapiens uda?o si? przekroczy? ten krytyczny pr?g, by w ko?cu m?c zak?ada? miasta skupiaj?ce dziesi?tki tysi?cy mieszka?c?w i imperia w?adaj?ce setkami milion?w poddanych? Sekret tkwi w pojawieniu si? operuj?cego fikcj? j?zyka. Dzi?ki niemu wielka liczba nieznaj?cych si? ludzi mo?e z powodzeniem wsp??dzia?a?, wierz?c we wsp?lne mity.

Ka?dy przejaw zakrojonej na du?? skal? mi?dzyludzkiej kooperacji – nowoczesne pa?stwo, ?redniowieczny Ko?ci??, staro?ytne miasto czy pradawne plemi? – ma za podstaw? wsp?lne mity, kt?re istniej? wy??cznie w zbiorowej wyobra?ni ludzi. Ko?cio?y s? ufundowane na wsp?lnych mitach religijnych. Dw?ch katolik?w, kt?rzy nigdy wcze?niej si? nie spotkali, jest zdolnych skutecznie wsp??dzia?a?, poniewa? obaj wierz?, ?e B?g sta? si? cz?owiekiem i da? si? ukrzy?owa?, by odkupi? grzechy ludzko?ci. Pa?stwa maj? za podstaw? mity narodowe. Dw?ch nieznaj?cych si? Serb?w potrafi ze sob? wsp??pracowa?, poniewa? obaj wierz? w istnienie narodu serbskiego, serbskiej ojczyzny i serbskiej flagi. Przedsi?biorstwa zakorzenione s? we wsp?lnych mitach ekonomicznych. Dw?ch pracownik?w firmy Google, kt?rzy widz? si? po raz pierwszy, jest w stanie owocnie wsp??pracowa?, poniewa? obaj wierz? w istnienie Google’a, papier?w warto?ciowych i dolara. Systemy s?downictwa zakorzenione s? w mitach prawnych. Dw?ch obcych sobie prawnik?w jest zdolnych do skutecznego wsp??dzia?ania, poniewa? obaj wierz? w istnienie przepis?w, sprawiedliwo?ci i praw cz?owieka.

?adna wszak z tych rzeczy nie istnieje poza opowie?ciami, jakie ludzie wymy?laj? i wzajemnie sobie przekazuj?. Je?li we wszech?wiecie s? bogowie, narody, przedsi?biorstwa, pieni?dze, prawa cz?owieka czy sprawiedliwo??, to tylko w zbiorowej wyobra?ni istot ludzkich.

Ludzie nie maj? problem?w z przyj?ciem do wiadomo?ci, ?e „pierwotne plemiona” cementowa?y porz?dek spo?eczny, wierz?c w duchy i demony oraz zbieraj?c si? przy ka?dej pe?ni ksi??yca na ta?ce wok?? ogniska. Nie dostrzegamy natomiast, ?e nasze wsp??czesne instytucje funkcjonuj? na dok?adnie takiej samej zasadzie. We?my na przyk?ad ?wiat korporacji. Dzisiejsi biznesmeni i prawnicy s? w zasadzie pot??nymi magami. Zasadnicza r??nica mi?dzy nimi a plemiennymi szamanami jest taka, ?e wsp??cze?ni prawnicy opowiadaj? daleko dziwniejsze historie. Dobrym tego przyk?adem jest legenda o Peugeocie.

***

Na samochodach osobowych i ci??arowych oraz motocyklach od Pary?a po Sydney mo?na dzi? spotka? emblemat, kt?ry przypomina nieco cz?owieka-lwa z jaskini Hohlenstein-Stadel. To umieszczany na masce symbol, kt?ry ozdabia pojazdy wytwarzane przez Peugeota, jednego z najstarszych i najwi?kszych producent?w samochod?w w Europie. Peugeot zaczyna? jako ma?a rodzinna firma w wiosce Valentigney, po?o?onej zaledwie 300 kilometr?w od jaskini Hohlenstein-Stadel. Dzi? firma zatrudnia na ca?ym ?wiecie oko?o 200 tysi?cy pracownik?w, z kt?rych wi?kszo?? osobi?cie si? nie zna. Ci nieznaj?cy si? ludzie wsp??pracuj? ze sob? tak sprawnie, ?e w 2008 roku z ta?m monta?owych Peugeota zjecha?o przesz?o p??tora miliona pojazd?w, kt?re przynios?y firmie blisko 55 miliard?w euro.

Dzi?ki czemu mo?emy powiedzie?, ?e Peugeot SA (jak brzmi oficjalna nazwa firmy) istnieje? Po drogach je?dzi wiele samochod?w marki Peugeot, ale rzecz jasna nie s? firm?. Nawet gdyby wszystkie peugeoty na ?wiecie w tym samym czasie oddano na z?om i sprzedano, Peugeot SA nie znikn??by. Wci?? produkowa?by nowe samochody i publikowa? doroczny raport. Przedsi?biorstwo to ma fabryki, maszyny, salony sprzeda?y oraz zatrudnia mechanik?w, ksi?gowych i sekretarki, lecz wszystko to razem wzi?te nie stanowi Peugeota. Nawet gdyby jaka? katastrofa zabi?a wszystkich pracownik?w i zniszczy?a wszystkie linie monta?owe oraz biura firmy, Peugeot m?g?by wzi?? kredyt, zatrudni? nowych pracownik?w, zbudowa? nowe fabryki i kupi? nowe maszyny. Peugeot ma kadry kierownicze i akcjonariuszy, ale i oni nie stanowi? firmy. Mo?na by zwolni? wszystkich kierownik?w i wyprzeda? wszystkie akcje, a sama firma i tak pozosta?aby nietkni?ta.

Nie oznacza to, ?e Peugeot SA jest niezniszczalny b?d? nie?miertelny. Gdyby s?d zarz?dzi? rozwi?zanie przedsi?biorstwa, jego fabryki pozosta?yby na swoim miejscu, a zatrudnieni w nim robotnicy, ksi?gowi, kierownicy i akcjonariusze pozostaliby przy ?yciu – Peugeot SA natomiast natychmiast by znikn??. Ujmuj?c rzecz kr?tko, wydaje si?, ?e Peugeot SA nie ma ?adnego istotnego zwi?zku ze ?wiatem fizycznym. Czy rzeczywi?cie istnieje?

Peugeot to wytw?r naszej zbiorowej wyobra?ni. S?owo „wytw?r” sugeruje co?, co powsta?o w ludzkim umy?le, co udajemy, ?e istnieje, i co istnieje w?a?nie dlatego, ?e zachowujemy si? tak, jakby istnia?o. Prawnicy nazywaj? to „fikcj? prawn?”. Nie mo?na na niego wskaza? r?k?, nie jest obiektem fizycznym. Istnieje jednak jako podmiot prawny. Tak jak ja czy czytelnicy podlega prawu obowi?zuj?cemu w krajach, w kt?rych dzia?a. Mo?e otworzy? konto bankowe i posiada? mienie. P?aci podatki, mo?e zosta? pozwany, a nawet ?cigany s?downie bez poci?gania do odpowiedzialno?ci jakichkolwiek os?b, kt?re s? jego w?a?cicielami b?d? pracownikami.

Peugeot nale?y do szczeg?lnego gatunku fikcji prawnych zwanych „sp??kami z ograniczon? odpowiedzialno?ci?”. Przes?anka stoj?ca za takimi przedsi?biorstwami nale?y do najgenialniejszych wynalazk?w ludzko?ci. Homo sapiens obywa? si? bez takich form organizacyjnych przez d?ugie tysi?clecia. Przez wi?ksz? cz??? historii pisanej maj?tek mogli posiada? tylko ludzie z krwi i ko?ci, z rodzaju tych, co stoj? na dw?ch nogach i maj? du?e m?zgi. Kiedy w trzynastowiecznej Francji jaki? Jean otwiera? warsztat produkcji furmanek, on sam by? tym zak?adem. Gdyby wykonana przeze? furmanka zepsu?a si? tydzie? po zakupie, zawiedziony nabywca m?g? pozwa? samego Jeana przed s?d. Gdyby Jean zaci?gn?? kredyt o wysoko?ci tysi?ca z?otych monet na uruchomienie swojego warsztatu, a nast?pnie zbankrutowa?, musia?by sp?aci? kredyt, zbywaj?c swoje mienie prywatne – dom, krow?, ziemi?. By?by nawet zmuszony sprzeda? w niewol? swoje dzieci. Gdyby nie by? w stanie pokry? d?ugu, to albo w?adze wtr?ci?yby go do wi?zienia, albo wierzyciele obr?ciliby go w niewolnika. Ponosi? pe?n?, niczym nieograniczon? odpowiedzialno?? prawn? za wszystkie zobowi?zania zaci?gni?te przez sw?j warsztat.

Gdyby?my ?yli w tamtej epoce, dobrze by?my si? zastanowili, nim podj?liby?my decyzj? o rozkr?ceniu w?asnego interesu. Taka sytuacja prawna istotnie zniech?ca?a do przedsi?biorczo?ci. Ludzie bali si? otwiera? w?asne biznesy i podejmowa? ryzyko ekonomiczne. Niespecjalnie by?o warto nara?a? si? na to, by w?asna rodzina zosta?a pozbawiona ?rodk?w do ?ycia. To w?a?nie dlatego ludzie zacz?li zbiorowo wyobra?a? sobie istnienie sp??ek z ograniczon? odpowiedzialno?ci?. Podmioty takie by?y prawnie niezale?ne od ludzi, kt?rzy je za?o?yli b?d? zainwestowali w nie swoje pieni?dze czy te? nimi zarz?dzali. Na przestrzeni kilku ostatnich stuleci firmy tego typu sta?y si? g??wnymi graczami na arenie gospodarczej i tak si? do nich przyzwyczaili?my, ?e zapominamy, ?e istniej? tylko w naszej wyobra?ni. W Stanach Zjednoczonych terminem technicznym stosowanym na oznaczanie sp??ki z ograniczon? odpowiedzialno?ci? jest „korporacja”, w czym tkwi wielka doza ironii, jako ?e wyra?enie to pochodzi od s?owa corpus (?ac. cia?o), a je?li korporacjom czego? brakuje, to w?a?nie cia?a. Mimo i? korporacje nie maj? fizycznego cia?a, ameryka?ski system prawny traktuje je jako osoby prawne, jakby by?y lud?mi z krwi i ko?ci.

Podobnie czyni? francuski system prawny w 1896 roku, kiedy to Armand Peugeot, kt?ry odziedziczy? po rodzicach zak?ad obr?bki metali wytwarzaj?cy spr??yny, pi?y i rowery, postanowi? spr?bowa? swoich si? w bran?y motoryzacyjnej. W tym celu zarejestrowa? sp??k? z ograniczon? odpowiedzialno?ci?. Nazwa? j? swoim imieniem, ale by?a od niego niezale?na. Gdy zepsu? si? wyprodukowany w zak?adzie samoch?d, nabywca m?g? pozywa? firm? Peugeot, ale nie Armanda Peugeota. Gdyby firma po?yczy?a miliony frank?w, a nast?pnie splajtowa?a, Armand Peugeot nie by?by winny jej wierzycielom ani franka. Kredytu udzielono by przecie? firmie Peugeot, a nie Armandowi Peugeotowi, przedstawicielowi gatunku homo sapiens. Armand Peugeot zmar? w 1915 roku. Firma Peugeot wci?? ?yje i ma si? dobrze.

W jaki dok?adnie spos?b Armand Peugeot, cz?owiek, stworzy? firm? Peugeot? Ca?kiem podobnie jak kap?ani i szamani na przestrzeni dziej?w tworzyli bog?w i demony albo jak tysi?ce francuskich proboszcz?w ka?dej niedzieli w ko?cio?ach parafialnych na nowo stwarza?o cia?o Chrystusa. Wszystko zasadza?o si? na snuciu opowie?ci i przekonywaniu ludzi, by w nie uwierzyli. W przypadku francuskich proboszcz?w najwa?niejsz? opowie?ci? by?a historia ?ycia i m?cze?skiej ?mierci Chrystusa opowiadana przez Ko?ci?? katolicki. Wed?ug niej, kiedy odziany w ?wi?te szaty kap?an katolicki w odpowiednim momencie uroczy?cie wypowiada odpowiednie s?owa, zwyczajne op?atki i wino przeistaczaj? si? w cia?o i krew Boga. Kap?an wo?a „Hoc est corpus meum!” (?ac. „Oto cia?o moje”) i, czary-mary, op?atek przemienia si? w cia?o. Widz?c, jak kap?an umiej?tnie i starannie wykonuje stosowne procedury, miliony francuskich katolik?w wierzy?y, ?e hostia i wino sta?y si? – realnie, nie metaforycznie – cia?em i krwi? Chrystusa, traktowa?y te przedmioty z czci?, jaka uprzednio im si? nie nale?a?a. W przypadku sp??ki Peugeot SA najwa?niejsz? opowie?ci? by? francuski system prawny stworzony przez francuski parlament. Wed?ug francuskiego ustawodawcy z chwil? kiedy dyplomowany prawnik dope?nia ustalonej liturgii i obrz?d?w, zapisuje na eleganckim papierze wszystkie wymagane zakl?cia i przysi?gi oraz sk?ada pod dokumentem sw?j wyszukany podpis – czary-mary – nadaje osobowo?? prawn? nowej firmie. Kiedy w 1896 roku Armand Peugeot postanowi? za?o?y? swoj? firm?, zap?aci? prawnikowi, by przeprowadzi? te wszystkie ?wi?te procedury. Przekonawszy si?, ?e ?w prawnik dokona? wszystkich stosownych obrz?d?w i wym?wi? wszystkie niezb?dne zakl?cia i przyrzeczenia, miliony obywateli Francji uwierzy?o, ?e odt?d jest dw?ch Peugeot?w – stary, dobry Armand i nowo utworzony Peugeot SA, kt?ry otoczyli ca?ym powa?aniem nale?nym korporacji.

Snucie przekonuj?cych opowie?ci nie jest rzecz? ?atw?. Czarownicy i kap?ani musz? zna? moce, kompetencje i grzeszki rozlicznych bog?w, duch?w i demon?w. Kiedy w czasie suszy czarownik zamierza sprowadzi? deszcz, najpierw musi wiedzie?, kt?ra boska istota ma w swojej gestii pogod?. Czy na przyk?ad b?g morza potrafi sprawia?, by pada? deszcz, czy te? jest to wy??czna prerogatywa b?stwa burzy? Czarownik mo?e si? tego dowiedzie?, zg??biaj?c i rozwa?aj?c istniej?ce w jego spo?ecze?stwie przekazy o b?stwach. Na analogicznej zasadzie, kiedy prawnik pragnie zrozumie? kompetencje przys?uguj?ce sp??kom z ograniczon? odpowiedzialno?ci?, tak?e musi przeanalizowa? opowie?ci powsta?e w ?onie jego spo?ecze?stwa, aczkolwiek w tym wypadku s? to niezwykle nu??ce opowie?ci, kt?re okre?lamy mianem prawa handlowego. Prawnicy specjalizuj?cy si? w prawie handlowym ca?ymi dniami wnikliwie te historie studiuj?, dyskutuj?c ze swoimi kolegami po fachu i przeciwnikami, czy korporacja ma jakie? szczeg?lne w?a?ciwo?ci, czy te? nie. Czy na przyk?ad korporacja mo?e sprawowa? zwierzchnictwo nad jakim? terytorium? Czy mo?e prowadzi? wojn?? Czy mo?e monopolizowa? konkretne bran?e?

***

Wszystko to sta?o si? mo?liwe dzi?ki pojawieniu si? operuj?cego fikcj? j?zyka, jakim pos?ugujemy si? do wyobra?ania sobie i opisywania zjawisk i stan?w rzeczy, kt?re nie istniej? poza opowiadanymi przez nas historiami. Budulcem, dzi?ki kt?remu powsta? cz?owiek-lew z jaskini Hohlenstein-Stadel i kt?ry dzi? stanowi o istnieniu Peugeota, nie s? atomy ani bia?ka, ale opowie?ci. W miar? up?ywu czasu ludzie tkali coraz to bardziej mistern? sie? opowie?ci. W sieci tej takie fikcje jak Peugeot nie tylko istniej?, lecz tak?e akumuluj? ogromn? si??. Dysponuj? wi?ksz? si?? ni? lew b?d? stado lw?w. Mimo to istniej? tylko w tej sieci. Gdyby wszyscy przedstawiciele homo sapiens nagle utracili umiej?tno?? m?wienia o tym, co tak naprawd? nie istnieje, Peugeot natychmiast by znikn??. Podobnie jak gie?dy papier?w warto?ciowych, religie, pa?stwa, pieni?dz i prawa cz?owieka.

Fakty, jakie ludzie tworz? za pomoc? mit?w i opowie?ci, okre?lane s? w kr?gach akademickich mianem „fikcji”, „konstrukt?w kulturowych” b?d? „rzeczywisto?ci wyobra?onych”. Rzeczywisto?? wyobra?ona nie jest k?amstwem. K?ami?, kiedy m?wi?, ?e lew znajduje si? w pobli?u rzeki, doskonale wiedz?c, ?e go tam nie ma. W k?amstwie nie ma niczego szczeg?lnego, jest ono znane koczkodanom zielonym i szympansom. Zaobserwowano na przyk?ad pewnego koczkodana zielonego, kt?ry zawo?a? „Uwaga, lew!”, mimo i? w pobli?u nie by?o ?adnego lwa. Ostrze?enie to skutecznie odstraszy?o jego towarzysza, kt?ry w?a?nie znalaz? banana, dzi?ki czemu k?amczuch m?g? przyw?aszczy? sobie znalezisko.

W przeciwie?stwie do k?amstwa rzeczywisto?? wyobra?ona jest czym?, w co wsp?lnie si? wierzy, i dop?ki ta zbiorowa wiara si? utrzymuje, dop?ty wyobra?ona rzeczywisto?? wywiera na ?wiat realny wp?yw. Rze?biarz z jaskini Hohlenstein-Stadel najprawdopodobniej szczerze wierzy? w istnienie ducha opieku?czego o postaci cz?owieka-lwa. Niekt?rzy czarownicy s? szarlatanami, ale ?wi?cie wierz? w istnienie b?stw i demon?w. Wi?kszo?? milioner?w ?wi?cie wierzy w istnienie pieni?dza i sp??ek z ograniczon? odpowiedzialno?ci?. Wi?kszo?? obro?c?w praw cz?owieka szczerze wierzy w istnienie praw cz?owieka. Kiedy w 2011 roku ONZ za??da?a od rz?du Libii przestrzegania przys?uguj?cych obywatelom tego kraju praw cz?owieka, nikt nie k?ama?, mimo ?e ONZ, Libia i prawa cz?owieka s? wytworami naszej bujnej wyobra?ni.

Obchodz?c genom

Zdolno?? kreowania rzeczywisto?ci za pomoc? s??w pozwala?a du?ej liczbie nieznaj?cych si? ludzi na anga?owanie si? w skuteczn? wsp??prac?. Mia?a wszak r?wnie? jeszcze jeden efekt. Poniewa? zakrojone na du?? skal? wsp??dzia?anie ludzi opiera si? na mitach, spos?b, w jaki wsp??pracuj?, mo?na zmieni?, zmieniaj?c mity – opowiadaj?c inne historie. W sprzyjaj?cych okoliczno?ciach mity mog? si? zmienia? w ca?kiem kr?tkim czasie. W 1789 roku mieszka?cy Francji niemal z dnia na dzie? przestali wierzy? w mit boskiego prawa kr?l?w i zacz?li wierzy? w mit suwerenno?ci ludu. W rezultacie od rewolucji poznawczej homo sapiens jest zdolny do szybkiego modyfikowania swojego zachowania pod wp?ywem zmieniaj?cych si? potrzeb. Pchn??o to ewolucj? kulturow? na pas szybkiego ruchu, kt?ry pozwala? omija? zatory genetycznej ewolucji. P?dz?c tym pasem, homo sapiens rych?o prze?cign?? wszystkie inne gatunki ludzi i zwierz?t w zdolno?ci do wsp??pracy.

Szympansy i s?onie, przy ca?ej swojej inteligencji i pomys?owo?ci, rzadko kiedy rewolucjonizuj? swoje spo?ecze?stwa. Szympansy zwyczajne maj? genetyczn? tendencj? do ?ycia w gromadach sk?adaj?cych si? z kilkudziesi?ciu osobnik?w, na czele kt?rych stoi samiec alfa. Blisko z nimi spokrewniony gatunek szympans?w, bonobo, tak?e ?yje w grupach mieszanych p?ciowo, tyle ?e rola przyw?dcy przypada samicy. Samice s?oni maj? predyspozycj? do ?ycia z m?odymi w matriarchalnej grupie rodzinnej, oddzielnie od doros?ych samc?w, kt?re odbywaj? samotne w?dr?wki. DNA nie ma w?adzy absolutnej. Na zachowanie zwierz?t oddzia?uj? tak?e czynniki ?rodowiskowe i jednostkowe przypadki. Mimo to w stabilnym ?rodowisku zwierz?ta nale??ce do tego samego gatunku na og?? zachowuj? si? w podobny spos?b. W zasadzie aby w zachowaniu spo?ecznym mog?y nast?pi? jakie? istotne zmiany, konieczne s? mutacje genetyczne. Samice szympansa zwyczajnego nie s? w stanie podpatrzy? swoich kuzynek z gatunku bonobo i wszcz?? feministyczn? rewolucj?. Samce szympansa nie potrafi? zwo?a? zgromadzenia konstytucyjnego, by obali? urz?d samca alfa i og?osi?, ?e odt?d wszystkie szympansy maj? by? r?wno traktowane. Tak radykalne zmiany w zachowaniu mog? zaistnie? tylko wtedy, gdy zmianie ulega jaka? cz??? DNA szympans?w.

Z podobnych przyczyn ?adnej rewolucji nie zapocz?tkowali ludzie pierwotni. Dane, jakimi obecnie dysponujemy, wskazuj?, ?e zmiany we wzorcach spo?ecznych, wymy?lanie nowych technologii i zasiedlanie obcych ?rodowisk by?y raczej wynikiem mutacji genetycznych i presji ?rodowiska ni? inicjatyw w sferze kultury. To dlatego zrobienie tych krok?w zaj??o ludziom setki tysi?cy lat. Dwa miliony lat temu mutacje genetyczne doprowadzi?y do pojawienia si? nowego gatunku cz?owieka zwanego Homo erectus. Wydarzeniu temu towarzyszy? rozw?j nowej techniki wytwarzania kamiennych narz?dzi, kt?ra dzi? uchodzi za cech? dystynktywn? gatunku. Tak d?ugo jak Homo erectus nie ulega? dalszym mutacjom genetycznym, jego kamienne narz?dzia zasadniczo nie zmienia?y si? – i to przesz?o milion lat!

Dla odmiany od rewolucji poznawczej homo sapiens potrafi? b?yskawicznie zmienia? swoje zachowanie, przekazuj?c nowe sposoby post?powania przysz?ym pokoleniom bez jakiejkolwiek konieczno?ci zmiany genetycznej czy ?rodowiskowej. Zwa?my dla przyk?adu powtarzaj?ce si? wyst?powanie bezdzietnych elit, takich jak katolickie duchowie?stwo, buddyjskie zakony czy biurokracje chi?skich eunuch?w. Istnienie takich elit k??ci si? z najbardziej fundamentalnymi zasadami doboru naturalnego, jako ?e owi przoduj?cy cz?onkowie spo?ecze?stwa z w?asnej woli wyrzekaj? si? prokreacji. Podczas gdy samce alfa szympans?w wykorzystuj? swoj? w?adz? do wsp???ycia z jak najwi?ksz? liczb? samic – i w konsekwencji staj? si? ojcami znacznego odsetka m?odych znajduj?cych si? w ich gromadzie – katolicki osobnik alfa ca?kowicie powstrzymuje si? od wsp???ycia seksualnego i opieki nad dzie?mi. Tego rodzaju wstrzemi??liwo?? nie wynika ze specyficznych warunk?w ?rodowiska, takich jak dotkliwy niedostatek po?ywienia czy brak partnerek seksualnych. Nie jest te? skutkiem jakiej? osobliwej mutacji genetycznej. Ko?ci?? katolicki trwa? przez ca?e stulecia nie poprzez przechodzenie „genu celibatu” na kolejnych papie?y, lecz dzi?ki przekazywaniu nowotestamentowych przypowie?ci i katolickiego prawa kanonicznego.

Innymi s?owy, o ile wzory zachowa? praludzi trwa?y w niezmienionym stanie przez dziesi?tki tysi?cy lat, przedstawiciele homo sapiens potrafili modyfikowa? swoje struktury spo?eczne, charakter swoich stosunk?w interpersonalnych, dzia?ania ekonomiczne i wiele innych zachowa? na przestrzeni jednej czy dw?ch dekad. Okre?lon? rzeczywisto?? Ko?cio?a katolickiego, Peugeota czy plemienia zbieraczy-?owc?w mo?na zmieni? bez konieczno?ci zmieniania DNA wszystkich chrze?cijan, pracownik?w Peugeota czy cz?onk?w plemienia. Oto co zadecydowa?o o sukcesie homo sapiens. W starciu jeden na jednego neandertalczyk zapewne zostawi?by homo sapiens w pokonanym polu. Lecz w konflikcie z udzia?em setek osobnik?w neandertalczyk nie mia? ?adnych szans. Neandertalczycy potrafili dzieli? si? informacjami o lokalizacji lw?w, ale prawdopodobnie nie potrafili snu? – i przerabia? – opowie?ci o plemiennych duchach. Bez umiej?tno?ci zmy?lania nie umieli skutecznie ze sob? wsp??pracowa? w du?ych grupach oraz dostosowywa? swoich zachowa? spo?ecznych do szybko zmieniaj?cych si? wyzwa?.

Wprawdzie nie jeste?my w stanie uzyska? wgl?du w umys? neandertalczyka w celu zrozumienia jego sposobu my?lenia, lecz dysponujemy po?rednimi dowodami na jego ograniczenia poznawcze w por?wnaniu do rywalizuj?cego z nim homo sapiens. Archeologowie prowadz?cy prace wykopaliskowe na licz?cych 30 tysi?cy lat stanowiskach w Europie ?rodkowej od czasu do czasu natrafiaj? na muszle z wybrze?y Morza ?r?dziemnego i Oceanu Atlantyckiego. Wed?ug wszelkiego prawdopodobie?stwa trafi?y one w g??b kontynentu za spraw? dalekosi??nej wymiany handlowej mi?dzy gromadami homo sapiens. Na stanowiskach ze szcz?tkami neandertalczyk?w ?lady takiej wymiany nie wyst?puj?. Ka?da grupa wytwarza?a w?asne narz?dzia z dost?pnych na miejscu materia??w5.

Przyk?ad kolejny pochodzi z po?udniowego Pacyfiku. Gromady homo sapiens zamieszkuj?ce Now? Irlandi?, wysp? na p??noc od Nowej Gwinei wykorzystywa?y szkliwo wulkaniczne zwane obsydianem do wyrobu nadzwyczaj trwa?ych i ostrych narz?dzi. Na wyspie nie wyst?puj? jednak ?adne naturalne z?o?a tej ska?y. Testy laboratoryjne wykaza?y, ?e u?ytkowany przez t? ludno?? obsydian pozyskiwano z pok?ad?w wyspy oddalonej o 400 kilometr?w, Nowej Brytanii. Pewna grupa mieszka?c?w tych wysp musia?a by? wprawnymi ?eglarzami, kt?rzy prowadz?c wymian? handlow? mi?dzy wyspami, potrafili pokonywa? znaczne odleg?o?ci6. Skoro homo sapiens handlowali muszlami i obsydianem, to uzasadnione jest domniemanie, ?e mogli tak?e prowadzi? wymian? informacji, w ten spos?b tworz?c g?stsz? i rozleglejsz? sie? wiedzy ni? ta, kt?r? dysponowali neandertalczycy i inni praludzie.

Kolejn? ilustracj? tych r??nic s? techniki polowania. Neandertalczycy na og?? polowali w pojedynk? lub w niewielkich grupkach, gdy tymczasem homo sapiens rozwijali techniki, kt?re polega?y na wsp??pracy kilkudziesi?ciu osobnik?w, a by? mo?e nawet kilku gromad. Jedn? ze szczeg?lnie skutecznych metod by?o osaczanie ca?ego stada zwierz?t, na przyk?ad dzikich koni, a nast?pnie naganianie go do w?skiego w?wozu, w kt?rym mo?na je by?o ?atwo wybi?. Gdy takie przedsi?wzi?cie ko?czy?o si? powodzeniem, w jedno popo?udnie zbiorowym wysi?kiem potrafili pozyska? tony mi?sa, t?uszczu i sk?r zwierz?cych. Archeologowie odkryli miejsca, w kt?rych w taki spos?b rokrocznie wyrzynano ca?e stada. Znane s? te? obszary, na kt?rych zastawiano sztuczne pu?apki i urz?dzano stanowiska uboju wyposa?one w ogrodzenia i przeszkody.

Mo?na domniemywa?, ?e neandertalczycy nie byli zadowoleni, widz?c, jak ich tradycyjne tereny ?owieckie zamieniaj? si? w kontrolowane przez homo sapiens ubojnie. Je?li jednak mi?dzy oboma gatunkami dochodzi?o do akt?w przemocy, neandertalczycy znajdowali si? w niewiele lepszej sytuacji ni? dzikie konie. Pi??dziesi?ciu neandertalczyk?w wsp??pracuj?cych ze sob? wed?ug tradycyjnych statycznych schemat?w nie mog?o si? mierzy? z pi?ciuset wszechstronnymi i pe?nymi inwencji homo sapiens. Nawet je?li homo sapiens przegrali pierwsz? rund?, potrafili w kr?tkim czasie obmy?li? nowe strategie, kt?re pozwala?y im na skuteczny rewan?.

Historia a biologia

Olbrzymia r??norodno?? kreowanych przez homo sapiens wyobra?onych rzeczywisto?ci, a tak?e wynikaj?ca z niej rozmaito?? wzorc?w zachowania stanowi? g??wne elementy sk?adowe tego, co zwiemy „kulturami”. Od momentu pojawienia si? takie kultury nigdy nie przestawa?y si? przeobra?a? i rozwija?, a te niepowstrzymane przemiany sk?adaj? si? na co?, co zwiemy „histori?”. Rewolucja poznawcza stanowi zatem punkt w czasie, w kt?rym historia og?osi?a sw? niezale?no?? od biologii. Od tego momentu opowie?ci historyczne zajmuj? miejsce teorii biologicznych jako g??wne sposoby wyja?niania rozwoju ludzko?ci. Aby poj?? wzrost znaczenia chrze?cija?stwa czy rewolucj? francusk?, nie wystarczy zrozumie? wzajemne oddzia?ywania pomi?dzy atomami, cz?steczkami i organizmami. Nale?y wzi?? pod uwag? wsp??oddzia?ywanie idei, obraz?w i wyobra?e?.

Nie oznacza to, ?e homo sapiens i kultura cz?owieka wyzwoli?y si? spod praw biologii. W dalszym ci?gu jeste?my zwierz?tami, a nasze zdolno?ci fizyczne, emocjonalne i poznawcze wci?? kszta?towane s? przez DNA. Nasze spo?ecze?stwa zbudowane s? z takich samych cz??ci sk?adowych jak spo?eczno?ci neandertalczyk?w czy szympans?w, a im te cz??ci sk?adowe – doznania, emocje, wi?zi rodzinne – d?u?ej badamy, tym mniejsze r??nice znajdujemy mi?dzy nami a innymi ma?pami cz?ekokszta?tnymi.

B??dem by?oby jednak poszukiwa? tych r??nic na poziomie jednostki b?d? rodziny. Gdy por?wnujemy pojedynczego cz?owieka do pojedynczego szympansa albo dziesi?ciu ludzi do dziesi?ciu szympans?w, stwierdzamy, ?e jeste?my zawstydzaj?co podobni do szympans?w. Istotne r??nice zaczynaj? si? pojawia? dopiero wtedy, gdy przekraczamy granic? 150 osobnik?w, a kiedy dochodzimy do 1000–2000 osobnik?w, r??nice s? zdumiewaj?ce. Gdyby?my spr?bowali zgromadzi? tysi?ce szympans?w w budynku nowojorskiej gie?dy, na stadionie New York Yankees, w ameryka?skim Kapitolu albo siedzibie ONZ, rozp?ta?oby si? istne pandemonium. A przecie? przedstawiciele homo sapiens regularnie tysi?cami si? w takich miejscach zbieraj?. Pospo?u tworz? uporz?dkowane struktury – takie jak sieci handlu, zbiorowe ?wi?ta i uroczysto?ci, instytucje polityczne – kt?rych nigdy nie utworzyliby w pojedynk?. Prawdziw? r??nic? mi?dzy nami a szympansami jest owo mityczne spoid?o, kt?re wi??e wielk? liczb? jednostek, rodzin, grup. Owo spoid?o uczyni?o nas panami stworzenia.

Rzecz jasna, konieczne by?y i inne czynniki, jak umiej?tno?? wytwarzania i stosowania narz?dzi. Jednak wytwarzanie narz?dzi nie ma wi?kszego znaczenia, je?li nie idzie w parze ze zdolno?ci? wsp??pracy du?ej liczby jednostek. Jak to si? sta?o, ?e dzi? mamy rakiety mi?dzykontynentalne uzbrojone w g?owice j?drowe, a 30 tysi?cy lat temu mieli?my tylko kije zako?czone krzemiennymi ostrzami? Na poziomie biologicznym na przestrzeni ostatnich 30 tysi?cy lat nasza zdolno?? wytwarzania narz?dzi nie zanotowa?a ?adnej znacz?cej poprawy. Albert Einstein pos?ugiwa? si? r?kami daleko mniej wprawnie ni? prawiekowy zbieracz-?owca. Mimo to nasza umiej?tno?? wsp??pracowania z wielk? liczb? nieznanych nam ludzi uleg?a gwa?townej poprawie. Pradawny krzemienny grot tworzony by? w kilka minut przez jednego wytw?rc? korzystaj?cego z rady i pomocy gar?ci bliskich przyjaci??. Produkcja wsp??czesnej g?owicy nuklearnej wymaga wsp??pracy milion?w obcych sobie ludzi na ca?ym ?wiecie – od g?rnik?w wydobywaj?cych w g??bi ziemi rud? uranu po fizyk?w teoretycznych, kt?rzy uk?adaj? d?ugie wzory matematyczne opisuj?ce wsp??oddzia?ywania cz?stek subatomowych.

***

Podsumujmy zwi?zki mi?dzy biologi? i histori? po rewolucji poznawczej:

a) Biologia wyznacza podstawowe parametry zachowania i umiej?tno?ci homo sapiens. Na arenie biologicznej rozgrywa si? ca?a historia.

b) Arena ta jest wszak niebywale rozleg?a, umo?liwiaj?c homo sapiens prowadzenie niezwykle du?ej liczby gier. Dzi?ki posiadaniu fikcjotw?rczego j?zyka homo sapiens wymy?la coraz to bardziej z?o?one gry, kt?re ka?de kolejne pokolenie rozwija i udoskonala.

c) Aby zatem zrozumie? zachowanie przedstawicieli homo sapiens, nale?y opisa? historyczn? ewolucj? ich dzia?a?. Skupianie si? wy??cznie na naszych biologicznych ograniczeniach by?oby podobne do sytuacji, w kt?rej podczas mistrzostw ?wiata w pi?ce no?nej sprawozdawca radiowy serwuje s?uchaczom drobiazgowy opis boiska zamiast relacjonowa? przebieg gry.

Jakie zatem gry nasi przodkowie z epoki kamienia rozgrywali na arenie historii? Wed?ug wiedzy, jak? obecnie dysponujemy, ludzie, kt?rzy wyrze?bili cz?owieka-lwa w jaskini Hohlenstein-Stadel, mieli takie same jak my umiej?tno?ci fizyczne, emocjonalne i intelektualne. Co robili rano po obudzeniu si?? Co jedli na ?niadanie i obiad? Jak wygl?da?y ich spo?ecze?stwa? Czy ?yli w zwi?zkach monogamicznych i rodzinach nuklearnych? Czy znali ceremonie, normy moralne, zawody sportowe i obrz?dy religijne? Czy toczyli wojny? Rozdzia? nast?pny zajrzy za zas?on? epok, bior?c pod lup? ?ycie w epoce kamienia.

Более 800 000 книг и аудиокниг! 📚

Получи 2 месяца Литрес Подписки в подарок и наслаждайся неограниченным чтением

ПОЛУЧИТЬ ПОДАРОК

Данный текст является ознакомительным фрагментом.